Do zaczytania, do znudzenia, do poduszki, do tańca i do różańca. Do dupy.
Link :: 27.08.2008 :: 23:55
Dzień dobry.

Dziś chciałem wypłakać się. Tzn jeśli ktoś to jeszcze czyta. Halo! Czyta to ktoś? :P
Nawet jak nie to i tak warto coś napisać. Kiedyś może z sentymentem to przeczytam, tak jak dziś (nie że dziś, bo nie mam czasu, ale w dzisiejszych czasach) usmiecham się czytając nasze megagłupie przygody z liceum itp.

W każdym razie miałem się wypłakać, więc przechodzę do tego tematu: Jezuuuu!!!! Nie napisze magisterki!!!! :> ...tzn :<

Po prostu masakra :). I nie sądźcie, że mi do śmiechu, to jest raczej taki paniczny spazmatyczny śmiech, jaki zdarza się w stanie skrajnego wyczerpania psychicznego i paniki. [paniczny śmiech w stanie paniki... w sumie chyba masło maślane]

No więc kto zgadnie, ila mam stron magisterki? :)
Podpowiedź: liczba ta jest bardzo okrągła i się przez nią nie dzieli.
A mój umiłowany promotor powraca do Polski 5 września. Nie kontaktowaliśmy się więc 4 miesiące. Niby mniej, niż przed poprzednim spotkaniem, ale jakoś okres trudniejszy, bo muszę mu jakby oddać tę pracę do poprawek. A wiem, że będą. Bo do każdego rozdziału, każdego podrozdziału, każdego przypisu, zdania i słowa zada mi jedno zajebiście ważne pytanie. PO CO?!
Jeśli przed tym pytaniem się obronię i pracę przyjmie, to już mi nic nie straszne.

Ale póki co przeszedłem dziś z etapu totalnego rozluźnienia i "dojutrkowania" w etap skrajnej paniki. Czyli idąc stosowanym przeze mnie w ostatnich 6 sesjach tokiem rozumowania, im później zacznę się denerwować, tym mniej się będę denerwował. Tyle że kiedyś się passa musi skończyć i mam dziwne przeczucie (w końcu to etap paniki, da?), że nastąpi to właśnie teraz, we wrześniu.

Tak czy siak, pozostaje mi czekać na etap skupienia i wydajnej pracy bez rozpraszania się czym popadnie. Tyle że wcześniej nie przydarzył mi się nigdy taki etap :P Co najwyżej nawrót etapu "jakoś to będzie". Ale dobre i to...


Abstrahując od paniki i pisania/niepisania pracy- smutno mi, Boże. A co tam Boże, smutno mi kurwa. I źle! Anybody find me somebody to love?
Komentuj (1)


Link :: 19.08.2008 :: 03:14
Dzień dober.

Właśnie spać idę, co się będę. Dość magisterki i dość obcych! Chciałbym mieć 600mln zł i nie musieć pracować :) Tak na początek :P

A jeszcze winien jestem sobie i Wam wymienienie co się działo w weekend. Działo się dużo. Dużo rodziny, dużo alkoholu, dużo gry w piłkę. Sumując- jeden z najudańszych weekendów z rodzina.

A wcześniej wynalazłem makaron ze starym schabem i sosem śmietanowo-ziołowo-currowym, który i dziś sobie zrobiłem. Będę gruby. Ale zawsze to jakiś. :)

A tymczasem do pracy, mam nadzieję niespóźniony, iść będę. Czirs.
Komentuj (0)


Link :: 13.08.2008 :: 04:11
Dzień dobry.

Pisanie magisterki to jednak nie takie hop siup. Tzn. mam wielką nadzieję, że za jakieś dwa tygodnie stanie się takim właśnie hop siupem, ale póki co czeka mnie trochę pracy. Żebym nie wyszedł z rytmu, to w pracy też czeka mnie trochę pracy. A teraz czas spać... do pracy.
Ostatnio chodzę spać między 3-4 w nocy. Oczywiście nie mówię tego, żeby się chwalić, tylko po to, żeby powiedzieć z radością, że już po takiej dawce snu nie usypiam za biurkiem! Toż to sensacyjne wieści, n'est pas?!

I jeszcze nuta tęsknoty za młodością: dziś kupiłem płytę z "Drużyną A", rano przy śniadaniu oglądam przygody Pucka (to leciało już kiedy ja w 7 klasie miałem zapalenie płuc i leżałem chory 3 tygodnie- ale tedy tego nienawidziłem). Do tego słucham RMF 90's i po prostu tęskno mi do wczesnego liceum... bo za podstawówką to nie do końca mam co tęsknić.
A nastrój tęsknoty wzbiera z jednego jeszcze powodu. Wiecie co dziś jest? 5 LAT tego bloga! Masakra...
Trzeba by pomyśleć o organizacji jakichś obchodów, bo to na pewno da się jakoś obejść.
Komentuj (0)


Link :: 11.08.2008 :: 02:48
Dzień dobry.

Po prostu dobry. Ani zły, ani średni. Taki wylajtowany dzień z odrobiną kultury wysokiej (książka, choć słaba), niskiej (TVP), mieszanej (to chyba tylko ja- niby jem nożem i widelcem, ale beknąć se lubię) i sportu (Polska vs Fafluchte Dojcze Szwajne 3:0 na igrzyskach). Do tego dobre spagetti (ale już nigdy w takich ilościach).

A tymczasem zbliża się wieeeelki dzień. Jeśli typujecie, że chodzi tu o środę, to owszem :) Jeśli typujecie, że ze względu na mecz z Barceloną... nie za bardzo. Brzmi enigmatycznie? To bądźcie tu w środę lub czwartek.

A na razie, posprzątawszy łazienkę i kuchnię (po odgrzewaniu spagetti musiałem to zrobić jeszcze raz), wsadzam se w dupę bazie i zapieprzam na pełnym gazie... spać.

Dobranoc :)


Tylko se jeszcze Whose Line'a obejrzę na dobry sen :)
A co się będę, Wam też pokażę:


Komentuj (0)


Link :: 06.08.2008 :: 00:49
Dzień dobry.

Ale masakra. Dziś wyczyściłem parkiety centymetr po centymetrze, odkurzyłem i wytrzepałem dywany, że o pracy nie wspomnę. A wczoraj prałem!

Czy aby nie stałem się duży? Dorosły? Dojrzały?

Tyle pytań.

Ale nie, bo prałem szczęśliwe majtki na Beitar, dorośli tak nie robią. Uff.
Komentuj (0)


Link :: 04.08.2008 :: 23:37
Dzień niezbyt dobry.
Dziś wierszem, pt. "Fałszywość życia i wieczne nieszczęście"

Srututu pito pitu.

Dziękuje.


Jak co bystrzejsi zauważyli, nie mam humoru. Po prostu, kurwa, nie mam i choćbym sie zesrał, to jakoś tego nie widzę. Moje życie na powrót jest zupełnie bez sensu. I coraz gorzej z każdym dniem.

Po prostu nigdy, no nigdy. Głupia piosenka.
Komentuj (2)


Link :: 20.07.2008 :: 02:58
Dzień dobry.

Wczoraj był grill. Udał się był on niemiłosiernie. Po prostu jak on się udał, to zesrać się można. Zjedliśmy dużo, wypiliśmy tyleż, ośmialiśmy się dla odmiany też dużo. Baron rabin von Frydelstein kontra nasza miniloża masońska w wiecznie niepełnym składzie. No i wygraliśmy, bo my są fajniejsi, a żyd musiał wracać paczki pakować :P Cudownie pijany Hadżi, strwożona Laura i tylko ta wredna małpa nieco atmosferę rozwalała.
Końcówka była osobliwa i nigdy nie zrozumiem, jak mogłem nie trafić w łóżko i jeszcze wywinąć fikołka i wpaść w tą szparę nogami do góry. Prowadziłem już symulacje na najbardziej zaawansowanych programach i nic. Ta sprawa nie ma rozwiązania. Nie da się tego wyjaśnić. No i w dodatku ubiłem się w czoło, a napierdalały mnie nerki. Tu musiały działać jakieś siły nadprzyrodzone.

Dziś za to jedliśmy pyszne spagetti i pysznie się bawiliśmy, wódka też była, ale dziś dla odmiany dosłownie odrobinka na trawienie. Nie wiem kiedy mój organizm powie mi "nigdy nie weźmiesz alkoholu do ust", ale mam nadzieję, że mu się na to nie zanosi. bo co innego jak ja sobie coś tam obiecuję, a co innego gdyby on mi to narzucił.

To pójdę, bo muszę coś zrobić ze sobą. Spać może?
Komentuj (0)


Link :: 18.07.2008 :: 02:44
Dzien dobry. Nigdy nie pić z przedstawicielami żadnej redakcji. Nie dość, że... a zresztą, po prostu wstyd i hańba (HYYYYŃBAAAA!!!!). I nigdy nie błem tak pewny swojego wyboru z niepójściem tam. A co niektórzy to powinni spierdalać, aż sie kurzyć będzie :P
A póki co to jutro/dziś po pracy ciężkie wódki picie nas czeka. Taki los.
Komentuj (0)


Link :: 17.07.2008 :: 02:16
Dzień Dobry.

Sam nie wiem czy się cieszę. Niby w pracy nie jest źle. Niby mogę z rana oglądać telezakupy, gdzie oferują maszynę do ścierania zrogowaciałego naskórka na piętach. Niby mogę oglądać edukacyjno-imprezową bajkę o owockach z Puckiem w roli głównej. Ale to nie to samo. Nawet kiedy śpiewamy i tańczymy "Puuucek nasz Puuucek, przygód ma ze sto". No bo sorry, Pucek ma 100 przygód, a ja mam do pracy iść?! Bez jaj. Dlatego dziś spóźniłem sie do pracy o parę minut, cobym Pucka nie przegapił. Przynajmniej jego przygody mam dane obejrzeć.

A ogólnie nieźle. Jak to w życiu- coś się kończy, coś się zaczyna. Teraz se śpiewam "Łe-je-je-jejt mister połstmen". Z Beatlesami. czasem razem śpiewamy. No ale to zależy czy mam czas, bo oni to już nie dają mi spokoju. Dziś ogólnie nie miałem czasu, bo Tac...a i Ane....ta przyjechały na wódkę. Wódkie piliśmy niby wszyscy, ale proporcje wyraźnie wyróżniają Tac...ę jako kobietę bez wątroby. Ja byłbym w tym układzie mężczyzną z marskością, ale to zbyt ostra opinia :P. W każdym razie mieliśmy wódkę i nie mamy. A jutro na piwo. Tylko wcześniej wytrzymać czas w robocie... da się. Więc do wieczora. Z rodziną do następnego weekendu (następnego razem, nie w ogóle), a z co niektórymi do następnego tak ogólnie, bo się pewnie trochę nie zobaczymy...

Ogólnie pozdrawiam wszystkich, co byście nie pomarli na syfilis. Znajcie moją troskę- podobno szaleje.

A poza tym, to niezmiennie DYCIE NASI. Musze zacząć pisać magazyniera i inne rzeczy też. Samobójstwo tradycyjnie zostawiam do końca wakacji, bo niby wakacji szkoda (jasne, jakbym je miał). Teraz z kolei śpiewam "Here comes my baby" (ongiś Cat Stevens,niedawno the Mavericks). Zaje...żdża stalowowolnością, więc polecam. Jakby ktoś tak jak i ja tęsknił za tym cudownym uczuciem bycia w STW, to wczujcie się choć trochę i wyobraźcie sobie swoją ulubioną scenę z naszego miasta :) A cobyście sie poczuli lokalnie :) ja umarłem. Zespół Zwellinder (wymowa: Cwelinder?) z Przemyśla. Chodź kobito, będzie syto! :D:D:D:D

Komentuj (0)


Link :: 15.07.2008 :: 00:17
Bążur.

Dziś ważny dzień. To chyba, że tak powiem, punkt zwrotny w mojej karierze. To właśnie dziś kładę się zaraz po północy. Chyba cykl życiowy mi się w końcu zmienił. Nigdy więcej usypiania w pracy i desperackiego podtrzymywania powiek.

No sam nie wiem, czy się cieszę...
Komentuj (0)


Link :: 10.07.2008 :: 03:33
Dzień dobry. Niniejszym odnotowuję pierwsze spóźnienie do pracy. Półtora godziny niespełna, także mogło być gorzej. Ale jest ok, zwłaszcza, że odpracowałem trochę, zostają jedną nadgodzinę. To też moja pierwsza w zawodowej historii (nie licząc miejsc, w których nie miałem umowy o cokolwiek). A teraz to już spać pójdę, bo nie chciałbym jutro mieć powtórki z historii. Przecież ja historii nie muszę powtarzać, dobry jestem :P
Komentuj (0)


Link :: 07.07.2008 :: 03:08
Dzień dobry.

Po prostu chciałbym wszem i wobec powiedzieć, że Nigdy Nie Wezmę Alkoholu Do Ust! I myślta co chceta, nacierpiałem sie dość dziś byłem. Wódka, wino, szampan, bimber i piwo to jednak za dużo na jedno wesele. A teraz, podzieliwszy się tą myśla, spać idę. Branoc.
Komentuj (1)


Link :: 06.07.2008 :: 04:15
Baby I'm yours and I'll be yours until the stars fall from the sky...
and I'll be yours until the Sun don't always shine...
until the poets run out of rhymes...
until two and two is three.
In other words until eternity.
Ale póki co mam kaca. Tzn póki co mam zgage, ale jak wstane jutro to raczej kaca.
Po prostu było to bardzo udane wesel pełne związków międzyludzkich, mojego rychłego małżeństwa, naszego wspólnego mieszkania i mojego pierwszego w życiu zjedzonego z satysfakcją i SMAKIEM śledzia. Tzn wtedy ze smakiem, a teraz jak o tym pomyśle, to zygać mi sie chce.
Na to będę jednakowoż miał czas dzisiaj, jadąc do grodu Kraka. A on i tk nie żyje. Wszyscy umrzemy, nawet para młoda. To tak, żeby nikomu nie było lepiej, niż mi :P

A jest mi cudnie, bo właśnie z Rudolfem wróciliśmy ze spaceru. I Stalówka jest do prawdy przecudownym miejscem. Wyobraźcie sobie, że w ciepłym mieście leżycie w swetrze na asfalcie na obwodnicy i patrzycie, jak niebo zmienia się z niebieskiego w zielone, chwilę przed wschodem słońca. Asfalty jest ciepły, po hulankach leży się cudownie, pies towarzyszy, żeby nie było samotnie. Niewiele brakowało, a byłbym najzwyczajniej szczęśliwy (tylko miłość życia przy mnie i brak konieczności wstawania rano). A tak, to byłem tylko wyluzowany... Ale cudownie mimo wszystko.

Dziękuję wszystkim, co to się przyczynili.
Go- a dziesięciopak czekolad to jeszcze w lipcu dostane. Aż sie posramy :P
Komentuj (0)


Link :: 02.07.2008 :: 19:36
Dzień dobry.

Ja sie muszę asertywności nauczyć!
Mówiłem sobie: nie pójdę do pracy, jeśli nie dadzą mi przynajmniej tyle, ile oczekuję. Powiedzieli 1/3 mniej, a ja bez mrugnięcia okiem się zgodziłem.
Mówiłem sobie: ograniczę kontakty z pewnymi ludźmi. Jedna prośba i robię jeszcze więcej.
Mówiłem sobie: rzucę tę stronę w cholerę. Ale jak patrze, że inni tak sfrajerzyli, to mi się płakać chce i coś tam robię.
Mówiłem sobie: Mówiłem sobie- nie będę jeździł po innych miastach za tematami. Zapytali czy mógłbym pojechać, a ja bez słowa sie zgodziłem.
No kurwa, muszę nad sobą popracować.
Tylko na wódkę się mam zawsze zgadzać :P

Muszę też popracować nad tym, żeby chodzić spać, bo płakać mi się chce (zaraz zrozumiecie jaki tu związek :P). I spać też. Bo 7 godzin to jest dobra porcja snu, ale nie na 3 dni. I jak to jest, że tak mi się chce, a tak nie mogę! Leżę jak ten debil i się przewracam z boku na bok, robi się jasno i gorąco zza okna, szlag mnie trafia i trzeba wstawać. Dobrze, że budzik mam to se chociaż mogę przestawić na później. Ale nie jutro tak żeby było śmieszniej...
Dziś do nocy późnej pisać trzeba, po 6:00 wstać, potem do pracy, potem pod Wawel, potem pisać, potem do pracy, potem w autobus i do domu, potem pisać, potem na wesele, potem w autobus i do mieszkania, potem do pracy i tak do usranej. I pisać potem też :P

Po prostu masakra, moja wada wzroku rośnie z każdą milisekundą. Zdech.
Se moge puścić Shauna Bakera "The Power", ale chyba tylko do spania. A nawet nie...

Przynajmniej jutro dziesięciopak czekolad dostanę. Wyjdę na pole i zaraz potem zabiją mnie 54 stopnie. I chwatit.
Komentuj (1)


Link :: 30.06.2008 :: 21:59
Dzień dobry.

Przez te wiele lat blog stał się miejscem, na którym odnotowuję co ważniejsze wydarzenia w moim życiu. Dlatego tak dużo w nim o alkoholizacji, która odgrywa niepoślednią rolę. Trochę ryzykownie tak używać słów, których znaczenia się nie zna, ale co tam- mogę! Bo ja jestem moi mili pracownikiem. Jeszcze nie miesiąca i nie w firmie Fearunkah, ale już powoli :P

Pierwszy dzień w nowym zawodzie mnie trochę onieśmielił, bo mało kogo znam, a właściwie to po prostu o niektórych wiem jak mają na imię, ale nie są to moi najlepsi przyjaciele. Tzn. jeszcze nie są. Ogólnie są fajni, ale wir pracy, prężne biuro reklamy i dużo reklam, dużo reklam...

Dlatego co niektórzy (Nowaczki na ten przykład) już wiedzą, dlaczego ciągle nie dostali ode mnie płyty ze zdjęciami z wesela- bom zajęty niebywale. Znaczy nie że tak bardzo, ale moja głowa nie wytrzymuje życia w ciągłym stresie. W końcu, po prawie 24 latach przestała znosić te męki. Napiłbym się :P

To se, normalnie sie wycofam...
Komentuj (0)


Get Firefox!
Fair play. Free Tibet.
2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
[Księga gości]